Rok kolejny minął...
Szukając ucieczki od nauki statystyki, zajrzałam tu i
postanowiłam napisać parę słów o minionym 2009 roku... Chyba najwspanialszym w
życiu.
Rok 2009 zaczął się na pewnym niewielkim wzniesieniu w
Czarnej Górze... Wśród śniegu, ogromnego tłumu przyjaznych ludzi, przy blasku
ogniska i sztucznych ogni, z butelką szampana w ręku i telefonem pełnym pewnych
ciepłych smsów.
Faktem jest, że te smsy wiązały się z pewnym rozczarowaniem
i właściwie cały styczeń minął mi na biadoleniu i użalaniu się nad sobą, ale z
perspektywy czasu wiem jak wiele mnie to nauczyło...
Gdzieś w między czasie przebrnęłam też przez pierwszą w
życiu sesję i pożegnałam nastoletnie życie, stając się dorosłą, 20-letnią
kobietą.
Potem był Kraków, starcie ze wspomnieniami i ponownie
stanęłam na nogi. W tym samym czasie zaczęłam też trwającą do dziś przygodę z
pewną nietypową, warszawską rodziną i grupą klaunów, kowbojów, piratów...
Aż do marca żyłam pewnym marzeniem. I szczęściem wynikającym
z bliskości jego zrealizowania. A potem żyłam rozczarowaniem. Naprawdę ogromnym
rozczarowaniem. O Islandii, oczywiście, mowa.
Potem była Yapa. Bezgranicznie pozytywna, pełna energii i
emocji i doprawiona szczyptą refleksji... "A miałeś iść w natchniony sen i
skrzydła miałeś mieć anioła..."
Zapomniałabym! Przecież w między czasie były jeszcze Góry
Świętokrzyskie...
W każdym razie po Yapie, niecierpliwie czekając na wiosnę
żyłam pracą, studiami i realizowaniem podjętych w Górach Świętokrzyskich
decyzji... Znaczy się odbudowywałam drużynę. Udało się tylko na chwilę. Ale to
była piękna chwila. :)
W kwietniu był Beskid Niski i Rayd Poyapowy, a potem
właściwie już cały rok był wyśmienity.
Poyapowa impreza, riffraffowe karaoke, mój wielki plan i
rozwój łódzkiego, klaunowego biznesu, Jura, Juwenalia.
Tę przepiękną sielankę przerwała tylko na chwilę sesja i
parę innych drobnych problemów. Ale to szybko minęło i potem był wakacje, czyli
"ciepłe noce pod gwiazdami, duszne pod namiotem sny..." Najpierw
bardzo długie 3 tygodnie Ślesina. Z jednym ważnym weekendem gdzieś po środku. I
ze szczęściem, które trwa do dziś.
A potem? Potem była Rumunia, Muszyna, weekendowe wypady do
Ślesina...
Wakacje minęły, powróciły studia. Na chwilę nawet podwójnie,
ale na szczęście szybko wyplątałam się z tej głupiej decyzji.
Jesień była dobra, zwłaszcza ze swoim listopadowym Krakowem.
"...wszak we dwoje jesień nie jest porą złą."
Wiele w moim życiu się zmieniło. Wiele nauczyłam się o sobie
i o innych. Dorosłam, ale jednocześnie odkryłam w sobie jeszcze więcej dziecka.
Zakończyłam rok w Beskidzie Sądeckim. Ten wyjazd na razie
okryję milczeniem, gdyż nie przywykłam do przyznawania się do błędów. Pozostaje
mieć nadzieję, że powiedzenie "jaki sylwester, taki cały rok", to
tylko głupi zabobon.
Doskonale zdaję sobie sprawę z ułomności i bezsensowności takich podsumowań. Ale dla mnie mają wartość sentymentalną. I kronikarską. Poza tym to budujące, spojrzeć na taki wpis i teraz, w momencie zwątpienia, pomyśleć sobie, że za rok i tak nie będę pamiętać o tym, co dziś mnie denerwowało, tylko zapiszę same piękne chwile... Bo "w życiu piękne są tylko chwile..."
A co z 2010 rokiem?
Jak na razie jest cudownie. :)
Niech no się tylko te ferie już zaczną...
in the vanilla sky... 2010-01-11 20:59:26
skomentuj (0)
christmas time.
Absolutnie nic nie odzwierciedla mojego nastawienia do świąt lepiej niż słowa Stefana Chwina w opowiadaniu 'Puste krzesło przy wigilijnym stole' (zainteresowanych odsyłam do archiwum: grudzień 2007).
Ale w tym roku i tak jest lepiej. W sercu lepiej, lżej, łatwiej...
All I want for Christmas is you...
Wesołych!
in the vanilla sky... 2009-12-24 15:25:51
skomentuj (0)
soon will be found.
Wiele nauczyłam się o sobie w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Dorosłam.
Przestałam ukrywać emocje i uczucia, przynajmniej przed niektórymi.
Już wiem, że łzy nie są oznaką słabości. To tylko ekspresja smutku i przygnęnienia. Już nie przełykam łez, gdy cisną się do oczu. Płaczę bez wstydu i wyrzutów sumienia.
Nauczyłam się też, że czasami muszę na głos powiedzieć czego potrzebuję i co czuję. Okazuje się, że czasem tylko tego potrzeba, żeby osiągnąć to, co chcę. Wystarczy się przełamać, nie zamykać w tak szczelnej skorupie. A ludzie rozumieją i wychodzą na przeciw.
Ale czasem nawet to jest za mało...
in the vanilla sky... 2009-12-13 12:43:22
skomentuj (1)
Jeden przypada na dzień świt jeden i jeden zmrok.
W perspektywie nadchodzącej zimy coraz częściej wspominam minione wakacje.
Znów brakuje mi ciepła, słońca, wody i gór. Spokoju, wiatru we włosach, przyjaznych ludzi i odrobiny szaleństwa.
Mimowolnie wciąż w mojej głowie widzę to, co minęło i za czym tęsknię.
Pamiętam Ślesin. Pamiętam całe dni spędzone w wodzie i szalone wieczory. Pamiętam też te spokojne noce będące odpoczynkiem po męczącym dniu. Pamiętam spacery do Trytona i rozwalony płot. Pamiętam też jedną wyjątkową noc, śniadanie o 4 nad ranem, wschód słońca przy dźwiękach gitar i cudowny świt nad jeziorem.
Pamiętam upalne dni w Rumunii i ulgę jaką przynosił zimny prysznic. Pamiętam chłodne noce i wilgotne, leniwe poranki. Pamiętam jabłonkę, której cień chronił przed słońcem. Pamiętam uciekanie z zajęć i miejscowe dzieciaki. Pamiętam wieczorno-nocne śpiewogrania i 'Za spokój mego snu' prawie każdego wieczoru. Pamiętam wiele rozmów i pamiętam też liczne mazurskie smsy.
Pamiętam góry, Muszynę. Pamiętam lodowate noce i upał w ciągu dnia. Pamiętam Jaworzynę Krynicką i kąpiel w lodowatym góskim potoku.
Byłam szczęśliwa. Wciąż jestem.
Tylko tęsknię za wolnością.
in the vanilla sky... 2009-11-23 13:16:19
skomentuj (3)
samotność w sieci.
"Ludzie poruszają się po wytyczonych przez los albo przeznaczenie -
obojętnie jak to nazwać - trasami. Na mgnienie oka krzyżują się one z
naszymi i idą dalej. Bardziej niż rzadko i tylko nieliczni zostają na dłużej
i chcą iść naszymi trasami. Zdarzają się jednak i tacy, którzy
zaistnieją wystarczająco długo, aby chciało się ich zatrzymać. Ale oni
idą dalej."
[J. L. Wiśniewski - 'S@motność w sieci']
Właściwie to mam ochotę przeczytać znów, po raz kolejny całą tą książkę. Jak zawsze, gdy czuję się tak, jak teraz.
Ale nie mam na to czasu. Właściwie to na nic nie mam ostatnio czasu.
Może nie powinno to być dla mnie problemem, biroąc pod uwagę, że inni
też nie mają dla mnie czasu.
Ale to jest problem.
Z czegoś powinnam zrezygnować, ale nie potrafię podjąć decyzji.
Nie wiem co w tej chwili jest dla mnie najważniejsze. Bez czego byłabym w stanie przeżyć, a co jest mi niezbędne...
Nie chcę stracić niczego, co mam. Ale długo tak nie pociągnę.
Chcę, żeby było tak prosto jak w Krakowie.
Czy to jest niemożliwe?
in the vanilla sky... 2009-11-06 18:38:12
skomentuj (0)
agaetis byrjun.
Mimo, że panicznię się boję tego, co mnie czeka.
Mimo, że wydaje mi się, że nie dam sobie rady...
Mimo, że obawy odnośnie braku tak porządanego czasu, były słuszne...
Jest mi dobrze...
... cholernie dobrze.
in the vanilla sky... 2009-10-16 00:44:31
skomentuj (0)
Przechyla się ku jesieni ziemia.
Wakacje dobiegają końca. Długie wakacje. Dobre wakacje. Spokojne, ale udane.
Ślesin. Tydzień rozbijania, dwa tygodnie kadrowania, dwa sierpniowe weekendy i kilka dni zwijania. Wracając tam tak często, czułam się jak w domu. I choć bywało ciężko i zmęczenie dawało się we znaki, byłam naprawdę szczęśliwa. Bywały chwile, których wspomnienie pozostanie w mojej głowie na zawsze. Po prostu kocham to miejsce, tych ludzi, klimat... Dni spędzone w wodzie... Wieczory przy ognisku... Pod koniec sezonu przez chwilę poczułam przesyt tym miejscem, ale już we wrześniu oddałabym wiele, żeby móc tam wrócić.
Rumunia. Będąc na miejscu narzekałam właściwie bez przerwy. Że za gorąco, że woda za zimna, że do sklepu wyjść nie wolno, że na spacer zabraniają, że program nudny, że po angielsku nie mówią... Ale wiem, że było tak dlatego, że w tym czasie chciałam być gdzie indziej. Tęskniłam. I mimo, że mniej oryginalnie, pewnie bawiłabym się dużo lepiej... Ale źle to nie było. Rumunia to cudowny kraj, Sibiu to przepiękne miasto, a Góry Fogarskie to fantastyczne góry.
Muszyna. Jedyny weekend spędzony w górach. Ale wspaniały weekend. Góry, muzyka, ludzie... Znów czułam się u siebie. ;)
Warszawa. Ostatni kilkudniowy wypad. Przesympatyczny! Ciekawe spotkanie w pewnym domu na Wilanowie... Znów gitary, piosenki, słowa i ludzie... :) A potem kilka szalonych dni w pewnym zwariowanym domu. I choć po kilkudniowym pobycie tam, czuję się zmęczona jak po kilku tygodniach, to lubię ich odwiedzać. Głównie ze względu na dwa małe potworki, które w tak prosty sposób potrafią wywołać uśmiech na mojej twarzy. :)
Łódź. Dużo czasu w te wakacje tu spędziłam. Ale to też był dobry czas. Bo nie spędzałam go sama. :)
A w piątek powrócę w wir studenckiego życia. Zaczynam życie na wyskoich obrotach. Jestem ciekawa tego, co mnie czeka, ale nie da się ukryć, że trochę się boję. Bo co jeśli nie dam rady? Co jeśli okażę się, że nie jestem tak silna jak myślałam? Brak czasu wolnego również przeraża. Bo ja teraz chcę go jak najwięcej...
in the vanilla sky... 2009-10-05 21:36:44
skomentuj (2)
like a rolling stone.
Półtora miesiąca.
3 tygodnie w Ślesinie, 2 tygodnie w Rumunii, weekend w Muszynie, kilka dnia w Łodzi.
Cała masa zmian w prawie każdej płaszczyźnie mojego życia.
Póki co próbuję ogarnąć, oswoić się.
Chyba wydoroślałam. Zmądrzałam. Dochodzę do takich wniosków myśląc o sobie sprzed roku. Tej szalonej, spontanicznej, nieodpowiedzialnej. Szaleństwo i spontaniczność sobie zostawiłam, ale wyzbyłam się nieodpowiedzialności. Żadnych moralnych kaców. Sensacyjnych rozdziałów do naszej książki również jakoś mniej.
Nie znaczy to, że nic się nie dzieje. Wręcz przeciwnie. Robię wszystko, co tylko mogę, by uczynić moje życie jeszcze bardziej atrakcyjnym. Przekraczam granice. Wciąż wyjeżdżam, próbuję nowych sportów, poznaję nowych ludzi, a przede wszystkim uzależniam się od pewnego niezwykłego człowieka. Po prostu jest mi dobrze i chwilowo zawieszam narzekanie.
in the vanilla sky... 2009-08-10 23:54:36
skomentuj (2)
You may say, I'm a dreamer...
Dziwne jest to, co się ostatnio ze mną dzieje.
Przez ostatni tydzień nie było dobrze.
Kurczę, to naprawdę były złe dni.
Co więc jest dziwne?
To, że nic się nie zmieniło. Nic się nie rozwiązało. Nawet nie udało mi się od tego uciec.
A mimo to wczoraj tak po prostu zaczęłam się uśmiechać. Szłam ulicą z wysoko podniesioną głową, a z słuchawek leciała zupełnie inna już muzyka. Radośniejsza, bardziej eneregetyczna. I ja też taka byłam. I dziś też jestem.
I nie potrafię zrozumieć dlaczego, ale przecież źle mi z tym nie jest.
Ja po prostu nie potrafię nie cieszyć się życiem.
Tylko, że wiem, że w ten sposób nic nie zmienię.
I wróci dzień, w którym ucieknę i nie będę wiedziała dokąd, do kogo...
I wróci zły sen.
/
Za 4 dni Ślesin. Potrzebuję tego, chociaż marzy mi się choć jeden dzień, już po sesji, pełen beztroski i relaksu. Taki, żebym mogłabym obejrzeć jakiś film, poczytać dawno odstawioną na półkę książkę... Ale tam też będzie dobrze. Najpierw wszytsko będzie działo się szybko - rozbijanie, nowi ludzie, aklimatyzacja. Ale potem tempo zwolni... Wszystko się uspokoi, ja również. I będzie dużo wolnego czasu, i pływanie, i motorówka, i kajaki... I będzie idealnie. Prawie idealnie. Zawsze jest prawie.
O, jak ja kocham to miejsce...
in the vanilla sky... 2009-06-20 00:20:37
skomentuj (0)
Waiting on an angel.
To będzie 8 długich dni.
Długich i ciężkich
I to nie tylko ze względu na naukę.
Chcę już uciec daleko, daleko stąd. Chociaż mentalnie.
Ślesin wystarczy, mimo, że nie wiem czego mogę się tam spodziewać.
Potrzebuję odrobiny beztroski, bezrefleksyjności. Życia chwilą, z dnia na dzień, bez żadnych ograniczeń, bez konsekwencji.
Głupoty gadają ci, którzy mówią, że wystarczy chcieć i wszystko jest możliwe. Pewnie, że zawsze warto próbować, ale nie mówcie mi, że zawsze przynosi to oczekiwany efekt. Czasem po prostu nic nie jesteśmy w stanie zrobić. Pozostaje nam jedynie akcpetacja. Albo ucieczka.
in the vanilla sky... 2009-06-14 22:33:08
skomentuj (2)
Woman like a man.
Słucham Damiena Rice'a i ciurkiem pochłaniam kolejne odcinki serialu.
To znaczy, że nie jest to dobry dzień.
Wspomnienia.
Archiwa, blogi, pamiętniki, pamiątki.
Ile bym pamiętała, gdyby nie to?
A może niepamięć byłaby lepsza.
Skąd się bierze we mnie, w ludziach ta usilna chęć zachowania wszystkich, nawet nie zawsze ważnych, wydarzeń z życia? Czy jeśli o nich zapomnimy, to tak jakby się nigdy nie wydarzyły?
Bo ja nie wiem czy nie byłabym szczęśliwsza mogąc wyrzucić z pamięci kilka epizodów. Tak, żeby pozostać pozostać bogatszą o rzeczy, których mnie nauczyły i o doświadczenie, które dzięki nim zdobyłam, ale nie wiedzieć, skąd to się wzięło...
Ciekawe czy znów obleję koło z różnic indywidualnych...?
Do wakacji pozostało 16 dni.
in the vanilla sky... 2009-06-07 23:02:40
skomentuj (0)
Spotykam dobrych, mądrych ludzi..
Przeżyłam tydzień, który wydawał się nie do przeżycia.
Po piątkowej pracy, gdy emocje już opadły Tymbark powiedział: "Kto jak nie Ty?" ;)
Dałam radę. Właściwie to daliśmy radę. :)
Dziękuję.
Całej siódemce, która była w piątek w banku. Za to, że każdy tak doskonalne sprawdził się w swojej roli. Że byliście wyrozumiali i tolerowaliście moje marudzenie i pretensje. Że ostatecznie naprawdę rewelacyjnie wyszło. Tylko sprzątanie po imprezie musimy jeszcze poćwiczyć... ;P
Kasi. Za to, że ogarnia drużynę, co choć trochę zmniejsza moje wyrzuty sumienia, że ją zaniedbuję. I za chęć jeszcze większej pomocy.
I tym, którzy po prostu byli, wspierali i w codziennych sprawach i rozmowach odciągali moje myśli od stresów tego tygodnia.
Jest dobrze. Jeśli tylko nie zawalę przy tym studiów, to będzie naprawdę rewelacyjnie.
in the vanilla sky... 2009-06-06 23:55:24
skomentuj (1)
Ostrość na nieskończoność.
Juwenaliowy, niesamowity weekend.
Piątkowe Strachy i T.Love – dwa koncerty pełne pozytywnej energii.
Wieczór
poświęcony nie tylko na muzykę, ale również (a raczej przede wszystkim) na
spotkania z ludźmi. Miło było zobaczyć tak wiele przyjaznych twarzy –
niektórych dawno niewidzianych. Z wielką radość mogłam niektórych poznać
lepiej, z innymi powspominać stare dobre czasy, a jeszcze z innymi po prostu
być i pozwolić sobie uwierzyć, że jeszcze przez jakiś czas będą. Tak bardzo
spragniona ludzi ostatnio byłam. Tak bardzo mi tego brakowało…
Sobotnia
Coma i Ira. Ale przede wszystkim to Coma. Przeogromny sentyment. I ciekawość. W
końcu dla mnie to pierwszy ich koncert od trzech lat. A kiedyś tak wiele
znaczyli w moim życiu. To ciekawe jaki muzyka kiedyś miała na mnie wpływ. Teraz
jest tłem codziennych wydarzeń. Niesamowitym, fascynującym i wartościowym, ale
jednak tylko tłem. A wtedy mnie kształtowała. Wtedy była moją nieodłączną
częścią. Na niej opierał się mój światopogląd. A koncerty były najważniejszymi wydarzeniami
mojego życia. Wczoraj mogłam stanąć sobie w bezpiecznej odległości od sceny i
tłumu i posłuchać tego, co kiedyś budziło
tak wielkie emocje. Wywoływało łzy, złość czy radość. Wczoraj wywoływało tylko
wspomnienia. Tak żałuję, że nie mogli zagrać dłużej, że nie mogłam usłyszeć
wszystkiego, czego chciałam. Że nie było moich „Stu tysięcy jednakowych miast”,
„Schizofrenii” czy „Pasażera”. To
naprawdę niesamowite uczucie móc w ten sposób cofnąć się w czasie. Nie do
opisania.
Coma – ‘Zero
osiem wojna’
A walka na ziemi i w niebie
Przeciwko sobie samemu, o siebie
I walka o święte cele
O wieczne nadzieje
Walka o z łóżka wstanie
Kolejny taniec w cyrku zdarzeń
I walka o strzępek marzeń
O wieczne nadzieje
Jakie tu strony odległej pustki
Senne obszary złej niemocy
I walka o święte cele
O wieczne nadzieje
Jakie tu echa gniewne
Zwątpienie rozległe i słone wieczory
I walka o strzępek siebie
O wieczne nadzieje i sens
Wyobraźnia, gdy przymiera głodem
Zaprzestaje prowadzenia wojen
A jak powiedział wieczny prezydent
W niezmiennej wojnie pomnażajcie treść
Walka o czas utracony
W innej walce o utracony czas
I walka o święte cele
O wieczne nadzieje
Walka przeciwko wartości przeszłej
A ustanowienie wartości świeższej
I walka o pomnożenie
O wieczne nadzieje
Jakie tu stany przewlekłej ciszy
A życie przez palce mi płynie w nicość
I walka o strzępek siebie
O wieczne nadzieje
Jakie tu żale tłustych wspomnień
O wszystkim czego nie umiałem oswoić
I walka o święte cele
O wieczne nadzieje i sens
Wyobraźnia, gdy przymiera głodem…
in the vanilla sky... 2009-06-01 00:55:13
skomentuj (1)
Przeszłość z przyszłością się splata i rozplata...
Bo z tą wiarą to jednak tak różnie bywa.
Pewnie, że czasem wątpię. Jak każdy.
Grunt to umieć powstać po zwątpieniu.
Poszukuję podpory.
Bo samemu to jednak bywa trudno.
in the vanilla sky... 2009-05-25 23:40:59
skomentuj (1)
Ci, co w dzień śnią, zdobyć chcą świat...
Znów mam tą potrzebę pisania, wyrażania siebie. To dobrze, bo to znaczy, że w moim życiu wiele się dzieje. Że przyżywam, że doznaję... Bo jak mówi cytat z niezastąpionej "S@motności w sieci":
Tylko dla przeżyć warto żyć. I dla tego, żeby móc je komuś potem opowiedzieć.
I ja wierzę, że niebawem opowiem komuś o tym, jak niezwykłe jest ostatnio moje życie i jak wiele dobrych rzeczy przytrafia mi się na każdym kroku.
Nie poznaję się. W pozytywnym znaczeniu tych słów.
Akurat - 'Wielki plan'
Czy świat dla mnie przygotował
miejsce u samego dna,
czy też może na wysokiej z gór,
gdzie słońce jest i wiatr?
Moja głowa wciąż od nowa
snuje obraz przyszłych dni,
Moje zmysły czują powab
tego, co w przyszłości lśni...
Ciągle myślę, co mam robić,
bym już teraz wiedział to,
jak me życie przyozdobić,
by mu dodać szersze tło.
Odkąd czas mnie wziął w ramiona,
ciągle szukam nowych dróg
do zdobycia mego szczytu,
który dzisiaj mam od stóp.
Mam w sercu takie miejsce,
noszę tam wielki plan...
in the vanilla sky... 2009-05-21 00:04:32
skomentuj (2)